Nieustający śnieżyca zmusiła mnie do schronienia się w domu obcego człowieka. Na początku Justin wydawał się miły. Zbyt miły. Ale gdy odkryłam jego związek z moim największym sekretem, wszystko się zmieniło.

Tego ranka obudziłam się z pulsującym bólem głowy. Alarm wył w uszach, pogarszając ból. Jęknęłam, szukając wyłącznika, i wpatrywałam się w sufit. Coś wydawało się nie tak, jakby dzień już spiskował przeciwko mnie.
W pracy moja szefowa, Lori, stała na czołowej pozycji przy stole, jej ostre spojrzenie przeszywało pokój jak sokolich oczach krążących nad ofiarą. Spotkania z Lori były bardziej o przetrwaniu niż o współpracy.
„Dzień dobry, zespole! Zanim przejdziemy do liczb,” zaczęła Lori, a jej wzrok spoczął na mnie, „mam specjalne zadanie.”
„Sophia,” kontynuowała, „pojedziesz do Montany. Jest tam małe górskie miasteczko, gdzie nasza konkurencja testuje kampanie. Chcę, żebyś była tam do jutra.”

„Tak, Montana. Masz zebrać informacje na temat ich strategii. Musimy być o krok przed nimi.”
„Ale to Święto Dziękczynienia! Miałam plany.”
Lori przerwała mi. „Plany mogą poczekać. To biznes. Jesteś najlepsza w tym, co robisz.”
Spojrzałam wokół. Cisza była przytłaczająca.
„Zrobię to,” mruknęłam, zaciskając dłonie pod stołem.
„Wspaniale! A teraz porozmawiajmy o celach na kolejny kwartał.”
Czułam się głupio, ale nie miałam wyboru. Lori miała władzę jak broń, a jeden zły ruch mógł zakończyć moją karierę.
Po spotkaniu otworzyłam laptopa. Moja skrzynka pocztowa była już pełna przypomnień od Lori: szczegóły lotu, lista kontaktów i przypomnienie, że wyjazd jest „kluczowy” dla sukcesu firmy.
Westchnęłam, wpatrując się w migający kursor w pasku wyszukiwania.
„Montana, nadchodzę,” mruknęłam, rezerwując lot.

Skladałam walizkę w rekordowym czasie, a kilka godzin później siedziałam już na pokładzie samolotu, wpatrując się w okno, gdzie zbierały się chmury.
„Wygląda na to, że czeka nas świąteczna pogoda,” powiedział głos obok mnie.
Odwróciłam się i zobaczyłam mężczyznę, który siadał obok. Miał ciepły, łatwy uśmiech i miłą twarz.
„Jestem Justin,” powiedział, wyciągając rękę.
„Sophia,” odpowiedziałam, uścisnęłam ją.
Zwykła grzeczna rozmowa: dokąd lecimy, czym się zajmujemy. Potem, po drugim kieliszku musującego wina, bez zastanowienia puściłam coś, co mi uciekło.
„Właściwie, mam zebrać pomysły od konkurencji do mojej pracy. Można to nazwać szpiegostwem.”

Justin zaśmiał się. „Szpiegostwo, co? Wygląda na to, że masz dość ważną robotę, skoro wyrywa cię to od Święta Dziękczynienia.”
„Cóż, ktoś musi to zrobić,” powiedziałam lekko, chociaż w moim głosie dało się wyczuć gorycz.
Lot minął szybko dzięki rozmowie z Justinem. Jednak gdy tylko wylądowaliśmy, burza rozszalała się na całego. Śnieg zalegał przy oknach terminala.
„Wszystkie loty zostały odwołane do odwołania,” rozbrzmiał komunikat w głośnikach.
Westchnęłam, przyciągając kurtkę mocniej do siebie. Myśl o spędzeniu nocy w zamrożonym terminalu sprawiła, że ból głowy powrócił.
„Ciężki dzień?” Justin pojawił się ponownie, ciągnąc swoją walizkę.
„Można tak powiedzieć.” Pokazałam mu listę hoteli, które były już w pełni zarezerwowane.
„No cóż, mieszkam niedaleko. To nie jest nic luksusowego, ale możesz zostać u mnie.”
Zamrugałam oczami. „Jesteś pewny?”
„Lepiej niż marznąć tutaj. Chodź.”
Wdzięczna i zbyt zmęczona, by się sprzeciwiać, poszłam za nim w śnieżną noc.
Kiedy dotarliśmy do domu Justina, śnieg padał gęstymi, cichymi płatkami. Świat na zewnątrz był spokojny, jakby burza otuliła wszystko na noc.

„Wszyscy śpią,” powiedział Justin, zdejmując buty przy drzwiach. „Pokażę ci pokój gościnny.”
Poszłam za nim wąską klatką schodową. Dom miał swoisty, przytulny urok — na ścianach wisiały rodzinne zdjęcia, a w powietrzu unosił się lekki zapach sosny. Justin otworzył drzwi i włączył światło.
„Proszę, czuj się jak w domu,” powiedział. „Jeśli będziesz potrzebować koców, są w szafie. Zostawię ci herbatę i kolację na dole.”
Gdy wyszedł, rozejrzałam się po pokoju. Nagle zauważyłam zdjęcie na ścianie. To był Justin, szeroko uśmiechnięty, z grupą pracowników przed tablicą. Logo na tablicy było niezaprzeczalne. Mój żołądek opadł.
To była firma mojej konkurencji.
