Oczywiście! Oto przetłumaczona i nieco dopracowana wersja tej historii po polsku, utrzymana w stylu ciekawej opowieści:

Czy jestem małostkowa? Historia o przyjaźni, ślubie i granicach
May i ja mamy po 24 lata i przyjaźnimy się od czasów liceum. Zawsze byłyśmy sobie bardzo bliskie — tyle wspólnych tajemnic, nieprzespanych nocy, planów na przyszłość. Jednym z tych planów było to, że będziemy druhnami honorowymi na swoich ślubach. Byłyśmy tego pewne.
Gdy May się zaręczyła, od razu założyłam, że stanę przy niej w tym ważnym dniu jako druhna honorowa. Czekałam, aż mnie zapyta. I w końcu… zaprosiła mnie do siebie, żeby porozmawiać o ślubie. Pokazała mi listę druhen — i wtedy poczułam zimny dreszcz. Mojego imienia tam nie było.
Zaskoczona, spojrzałam na nią. Odpowiedziała mi chłodno, że musiała podjąć trudne decyzje. Że wybrała swoją siostrę, siostrę narzeczonego i kilka nowych znajomych, bo „tak wypadało”. Zabolało mnie to, ale pogratulowałam jej i uznałam, że po prostu będę jedną z gości. Trudno, takie życie.
Ale potem zaczęła się lawina próśb.
May poprosiła mnie o pomoc w wyborze sukni. O znalezienie idealnego miejsca na wesele. O ręczne robienie dekoracji, bo „masz taki dobry gust, wiesz, jak to zorganizować”. Z dnia na dzień czułam się coraz bardziej jak druhna — tylko że oficjalnie nią nie byłam. Nie było dla mnie miejsca w orszaku, nie było wspólnych przymiarek, żadnych zdjęć. Tylko praca, zaangażowanie i udawanie, że wszystko jest w porządku.
W końcu pękłam. Powiedziałam jej spokojnie:
„Kocham cię, ale czuję się dziwnie robiąc to wszystko, skoro nawet nie jestem druhną.”
Wybuchła. Powiedziała, że myślała, że i tak będę chciała uczestniczyć. Że skoro jesteśmy przyjaciółkami, to powinnam jej pomóc z serca, a nie oczekiwać roli w orszaku.
Odpowiedziałam jej wtedy tylko jedno:
„Przyjdę na ślub. Ale nie będę pracować jak druhna honorowa, skoro nie zaprosiłaś mnie, bym nią była.”
Od tamtej pory ona i kilku wspólnych znajomych przestało się do mnie odzywać. Ktoś powiedział, że jestem małostkowa. Że „robię dramę o sukienki i tytuły”.
Ale czy naprawdę?
Dla mnie to nie był dramat o rolę. Chodziło o szacunek, o granice i o prawdziwą wartość przyjaźni. Zrozumiałam coś ważnego — nawet najbliższe relacje mogą być jednostronne, jeśli tylko jedna osoba daje, a druga tylko bierze.
Więc… czy jestem małostkowa?
A może po prostu po raz pierwszy postawiłam siebie na pierwszym miejscu?
