MOJA SĄSIADKA KOPIOWAŁA WSZYSTKO, CO ROBIŁAM — KIEDY POSTANOWIŁAM JĄ KONFRONTOWAĆ, DAŁA MI STOS LISTÓW

Dorastałam w rodzinie zastępczej, więc gdy w wieku 30 lat zadzwonili do mnie z wiadomością, że odziedziczyłam farmę po moim biologicznym ojcu, wydawało mi się to jak sen na jawie. Pojechałam tam, spodziewając się ruin — i faktycznie, dom był opuszczony, zaniedbany i porośnięty chwastami. Ale stodoła
? Nieskazitelna. Jajka poukładane, zwierzęta nakarmione, siano starannie ułożone. Jakby ktoś dopiero co wyszedł na chwilę.
Pomyślałam, że może jakaś miła sąsiadka o nią dba. Zaczęłam malować płot resztkami żółtej farby, które znalazłam w garażu. Następnego dnia moja cicha sąsiadka, Linda, pomalowała swój płot dokładnie na ten sam odcień żółtego.
Potem zaczęło się robić jeszcze dziwniej.
Zbudowałam drewnianą skrzynkę na listy z ptaszkiem na szczycie. I co? Następnego dnia Linda miała identyczną, z tym samym ptaszkiem. Posadziłam kwiaty — ona też. Zaczęłam ćwiczyć jogę na zewnątrz, a rankiem kolejnego dnia zobaczyłam ją, jak niezdarnie naśladuje moje ruchy.
W końcu odważyłam się i zapukałam do jej drzwi. Otworzyła je blada i drżąca. Zapytałam, dlaczego mnie kopiuje.
Nie odpowiedziała słowem. Cofnęła się tylko o krok.

Weszłam do środka i zobaczyłam na jej stole stos kartek — wszystkie skierowane do mnie.
Co było dalej? Opowiem wam w komentarzach.
