Zdesperowana kobieta przyszła na komisariat z 15-letnim synem i powiedziała, że chce go oddać. Funkcjonariusze nie wiedzieli, co zrobić, ponieważ nigdy wcześniej nie spotkali się z czymś takim.

Funkcjonariusze pracujący tej nocy w komisariacie policji w Newark byli zszokowani, gdy zmartwiona kobieta po trzydziestce weszła do środka, dosłownie ciągnąc za rękę niechlujnego nastolatka.
„Puść…” – jęczał chłopak, który wyglądał na około 14 lat, szarpąc się z ręką kobiety, ale ona pociągnęła go prosto do biurka sierżanta.
„Oficerze,” powiedziała drżącym głosem. „Musicie mi pomóc. Już nie mogę go mieć w domu, proszę, musicie go zabrać.”
Usta sierżanta opadły. Po dwudziestu latach pracy w służbach mundurowych uważał, że słyszał już wszystko, ale to było coś zupełnie nowego. „Pani…” – powiedział. „Nie rozumiem.”
„Mój syn…” – powiedziała kobieta, łzy spływały jej po policzkach. „Nie mogę go już mieć w domu. Proszę, musicie go zabrać.”
„Pani,” – protestował sierżant, „możemy zabrać tylko osoby, które popełniły przestępstwa.”
„On to zrobi!” – krzyknęła kobieta rozpaczliwie. „Nie widzicie tego?” Chłopak, który słuchał matki z pogardą na twarzy, roześmiał się.
„Jesteś przegrana,” powiedział. „Nie mogą MI NIC zrobić! Jestem nieletni!”

„Kradsł,” powiedziała matka. „Wiem o tym, a dzisiaj… Wyciągnął nóż!”
„Nóż?” zapytał sierżant. „Jaki nóż?”
„Duży nóż, nóż mojego męża, K-Bar,” wyjaśniła matka. „Kazałam mu posprzątać pokój, a on wyciągnął nóż.”
„Nic nie zrobiłem!” – wyszczerzył się chłopak. „Nie groziłem jej, tylko pokazałem jej, co mam w kieszeni!”
Sierżant kiwnął głową. „To co innego, Pani,” powiedział stanowczo. „To noszenie ukrytej broni, a TO jest przestępstwem.” Niedługo potem, zdesperowana matka, Mary Trenton, siedziała z funkcjonariuszem i opowiadała swoją historię.
Czasami smutek i złość sprawiają, że działamy w sposób, który rani innych.
„Mój mąż zmarł rok temu. Był marines,” wyjaśniła. „I wtedy Donny zaczął się źle zachowywać. Zaczął wracać późno, zadawał się z starszymi chłopakami.”
„Potem zaczął opuszczać szkołę. Znalazłam w jego pokoju drogie rzeczy, rzeczy, na które nas nie stać, a on mówił, że dostał je od przyjaciela.” Mary płakała. „Nie wiedziałam, co zrobić!”
„Próbowałam wprowadzić godzinę policyjną, ale on to ignorował. A dzisiaj wyciągnął ten nóż. Moja córka Rita ma tylko osiem lat i była przerażona.” Mary zapłakała, „On był takim słodkim chłopcem, a teraz nie wiem, co robić! Muszę pracować na dwa etaty, a wiem, że potrzebuje mnie bardziej, wiem, że cierpi, ale nie daję rady!”

Funkcjonariusz słuchał uważnie tego, co miała do powiedzenia Mary. „Mam pomysł,” powiedział. Następnie wstał i wykonał telefon. Dwie godziny później, Donny, wyglądający na wrogo nastawionego, siedział naprzeciwko funkcjonariusza oraz mężczyzny, który przedstawił się jako pracownik socjalny.
„No więc Donny,” powiedział spokojnie funkcjonariusz. „Rozmawialiśmy z twoją mamą i mamy propozycję dla ciebie.”
„Naprawdę?” zapytał Donny, opierając się na krześle i krzyżując ręce. „I co to za propozycja?”
„Otóż, Donny,” odpowiedział płynnie funkcjonariusz. „Możemy postawić ci zarzuty za noszenie ukrytej broni i wysłać cię do zakładu poprawczego, albo zrobisz sześć miesięcy prac społecznych.”
„Co?” – zapytał Donny, łapiąc oddech. „Jesteście szaleni!”
„Myślałem, że…” – przerwał pracownik socjalny, „będziesz codziennie po szkole pracował w schronisku dla dzieci, pomagał młodszym dzieciom w odrabianiu lekcji, w obowiązkach domowych, cokolwiek będą potrzebować.”
„Nie ma mowy!” – krzyknął Donny. „To wtedy spotykam się z kumplami!”

„Nie więcej,” powiedział funkcjonariusz. „Teraz spotykasz się z maluchami, a potem wracasz do matki i siostry i traktujesz je odpowiednio.”
„Nie możecie mnie ZMUSIĆ!” – krzyknął Donny, a jego głos już nie brzmiał tak wrogo. „Nie moglibyście tego zrobić, gdyby mój tata żył!”
„Wiem, że cierpisz, Donny,” powiedział delikatnie pracownik socjalny. „Ale może pomaganie innym pomoże i tobie.”
Następnego dnia Donny był w schronisku. Dzieci były tak małe! Większość z nich miała osiem lub dziewięć lat, a najmłodszy miał zaledwie sześć. Najmłodszy chłopak, Ben, nie mówił. Przeważnie siedział w kątach i patrzył na wszystkich wokół przerażonymi oczami.

Niespodziewane zakończenie: Kiedy Donny zaczął spędzać czas z dziećmi, zauważył, że Ben nie był jedynym, który potrzebował pomocy. Po kilku tygodniach, Donny zaczął dostrzegać w sobie siłę, by chronić innych. Czuł, że pomaga, ale to on sam zaczął leczyć swoje rany. W końcu to on stał się kimś, kto mógł stanąć w obronie innych. Im
