Nie słyszałem nic od mojej pasierbicy, Hiacynty, przez wieczność, więc kiedy zaprosiła mnie na kolację, pomyślałem, że może to ten moment — moment, w którym wreszcie naprawimy naszą relację. Ale nic nie przygotowało mnie na niespodziankę, którą miała dla mnie w tej restauracji.
Jestem Rufus, mam 50 lat i nauczyłem się żyć z wieloma rzeczami przez te lata. Moje życie było dość spokojne, może zbyt spokojne. Pracuję w cichym biurze, mieszkam w skromnym domu i większość wieczorów spędzam z książką lub oglądając wiadomości w telewizji.
Nic ekscytującego, ale zawsze mi to pasowało. Jedyną rzeczą, której nigdy do końca nie zrozumiałem, była moja relacja z pasierbicą, Hiacyntą.
Minął spokojny rok — może dłużej — od kiedy ostatni raz słyszałem coś od niej. Nigdy tak naprawdę się nie zaprzyjaźniliśmy, odkąd poślubiłem jej matkę, Lilith, kiedy Hiacynta była jeszcze nastolatką. Zawsze trzymała mnie na dystans, a ja, z biegiem czasu, chyba przestałem się starać. Ale byłem zaskoczony, gdy zadzwoniła do mnie nagle, brzmiąc dziwnie radośnie.
„Cześć, Rufus,” powiedziała, jej głos był prawie zbyt radosny, „Co powiesz na kolację? Jest nowa restauracja, którą chcę spróbować.”
Na początku nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Hiacynta nie kontaktowała się ze mną od miesięcy. Czy to jej sposób na naprawienie spraw? Próba zbudowania mostu między nami? Jeśli tak, to chętnie. Przez lata tego pragnąłem. Chciałem poczuć, że jesteśmy jakąś formą rodziny.

„Pewnie,” odpowiedziałem, mając nadzieję na nowy początek. „Po prostu powiedz gdzie i kiedy.”
Restauracja była elegancka — o wiele bardziej niż byłem przyzwyczajony. Stoły z ciemnego drewna, miękkie światło, kelnerzy w białych koszulach. Hiacynta była już tam, gdy dotarłem, wyglądała… inaczej. Uśmiechnęła się do mnie, ale ten uśmiech nie dotarł do jej oczu.
„Cześć, Rufus! Udało się!” powitała mnie, a w jej zachowaniu było coś dziwnego. Jakby starała się zbyt mocno wydawać wrażenie, że jest zrelaksowana. Usiadłem naprzeciwko niej, próbując wyczuć atmosferę.
„To jak tam? Jak się czujesz?” zapytałem, licząc na prawdziwą rozmowę.
„Dobrze, dobrze,” powiedziała szybko, przeglądając menu. „A ty? Wszystko u ciebie w porządku?” Jej ton był grzeczny, ale zdystansowany.
„Tak, wszystko po staremu,” odpowiedziałem, ale nie naprawdę mnie słuchała. Zanim zdążyłem zadać kolejne pytanie, machnęła na kelnera.

„Poproszę homara,” powiedziała z szybkim uśmiechem w moją stronę, „A może też stek. Co o tym myślisz?”
Zatrzymałem się, zaskoczony. Nawet nie spojrzałem na menu, a ona już zamawiała najdroższe dania. Wzruszyłem ramionami. „Tak, pewnie, co tylko chcesz.”
Ale cała sytuacja wydawała się dziwna. Wyglądała na zdenerwowaną, kręciła się na krześle, co chwilę zerkała na telefon i udzielała mi krótkich odpowiedzi.
W miarę jak posiłek trwał, starałem się skierować rozmowę na coś głębszego, coś bardziej znaczącego. „Długo się nie widzieliśmy, prawda? Tęskniłem za rozmową z tobą.”
„Tak,” mruknęła, prawie nie patrząc na mnie. „Byłam zajęta, wiesz?”
„Zajęta na tyle, żeby zniknąć na rok?” zapytałem, półżartem, ale smutek w moim głosie był trudny do ukrycia.

Spojrzała na mnie przez chwilę, potem wróciła do talerza. „Wiesz jak to jest. Praca, życie…”
Jej oczy wciąż biegały po sali, jakby na coś czekała. Starałem się dalej, pytając o jej pracę, przyjaciół, cokolwiek, żeby rozmowa trwała, ale nie dawała mi wiele. Krótkie odpowiedzi, brak kontaktu wzrokowego.
Im dłużej siedzieliśmy, tym bardziej czułem się, jakbym wtrącał się w coś, do czego nie miałem prawa.
W końcu przyszło rachunek. Sięgnąłem po niego automatycznie, wyciągając kartę, gotowy zapłacić, jak zaplanowaliśmy. Ale zanim zdążyłem ją przekazać, Hiacynta nachyliła się do kelnera i coś mu szepnęła. Nie udało mi się usłyszeć.
Zanim zdążyłem zapytać, uśmiechnęła się szybko i wstała. „Za chwilę wrócę,” powiedziała. „Muszę skorzystać z łazienki.”

Czekałem, ale gdy minęło kilkanaście minut, poczułem, że coś jest nie tak. Zdecydowałem się wstać i poszukać jej. Gdy dotarłem do drzwi, zauważyłem ją w oddali, wchodzącą do samochodu z jakimś mężczyzną. Na twarzy miała szeroki uśmiech, a jej wzrok nie spotkał się z moim. Zrozumiałem wtedy, że to nie była próba naprawy relacji. To była tylko gra, a ja byłem pionkiem.
